Nadeszła totalna zwała. Brak snu i darmowe drinki pokładowe lufthansy wywołały ostrą zmułę. A... byłbym zapomniał wspomnieć. Jesteśmy w Stambule. Z samolotu wysiedliśmy lekko wcięci i dosyć lekkomyślnie opuściliśmy teren lotniska. Lekkomyślność polegała na:
a) niespostrzeżeniu faktu, że opuszczenie lotniska jest o wiele prostsze niż wejście, przy którym trzeba ponownie przechodzić kontrolę bagażu,
b) braku przygotowania na atak naganiaczy taksówkowych, od których w ogólnym zmuleniu omal nie przyjęliśmy niepowtarzalnej oferty wywiezienia sie wpisdu na pewną śmierć za jedyne 25$. Z wielkim trudem odrzuciliśmy ofertę.
Z powodu potrzeby ciepła i miejsc spoczynkowo-siedzących poddaliśmy się rewizji. W pełnym składzie znów znaleźliśmy się na lotnisku. Następnie w drodze debaty ustaliliśmy, że celem dnia jest Canakkale. A teraz Misia i Marysia słodko śpią. Nadchodzący dzień zapowiada się ekscytująco ale i męcząco. Zobaczymy co przeważy, a póki co chyba pójdę umyć nogi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz